Do finału Indywidualnych Mistrzostw Europy 2019 zostało:


SEC
27.09.2019, 11:45

WIELCY MISTRZOWIE, WIELKIE HISTORIE


Od czasu, kiedy za organizację żużlowych Mistrzostw Europy odpowiada firma One Sport, po złote medale sięgało w sumie pięciu różnych zawodników. Każdy z nich napisał wyjątkową i niepowtarzalną historię, którą przywołuje się z uśmiechem na twarzy. Wiele wskazuje, że w tym roku będzie podobnie.

Od czasu, kiedy za organizację żużlowych Mistrzostw Europy odpowiada firma One Sport, po złote medale sięgało w sumie pięciu różnych zawodników. Każdy z nich napisał wyjątkową i niepowtarzalną historię, którą przywołuje się z uśmiechem na twarzy. Wiele wskazuje, że w tym roku będzie podobnie.

Wszystko zaczęło się w 2013 roku od złotego medalu Martina Vaculika. To właśnie Słowak już na zawsze pozostanie pierwszym mistrzem w całkowicie odmienionej formule. Od niego rozpoczęła się nowa era europejskiego czempionatu, który zyskał na prestiżu i zaczął skupiać coraz silniejszą stawkę. „Vacul” może być pewien, że w jakiś sposób zapisał się w historii i już nikt nie odbierze mu tego zaszczytu. Mało kto spodziewał się jednak, że to właśnie on okaże się numerem jeden.

Przed ostatnią rundą Mistrzostw Europy miał pięć punktów straty do prowadzącego Nickiego Pedersena, który zapewne wyczuwał już zapach zbliżającego się złota. Warto wspomnieć, że Duńczykowi odpadli dwaj najgroźniejsi rywale, którzy czaili się tuż za jego plecami, czyli Tai Woffinden i Tomasz Gollob. Tydzień wcześniej obaj uczestniczyli w pamiętnej kraksie podczas Grand Prix Skandynawii w Sztokholmie i musieli wycofać się z rywalizacji.

Pozycji Pedersena zagroził jednak Martin Vaculik, na którego nie było mocnych podczas finałowej rundy w Rzeszowie. Słowak zgarnął komplet punktów i ostatecznie wyprzedził Duńczyka o trzy oczka. To było największe osiągnięcie w jego dotychczasowej karierze, które nieco osłodziło mu niezbyt udany debiutancki sezon w cyklu Grand Prix. To mogło być zaskakujące, że w Mistrzostwach Świata nie układało mu się zbyt dobrze, a w Mistrzostwach Europy potrafił znaleźć się na szczycie.

Później nastały czasy Emila Sajfutdinowa. Rosjanin miał szansę na złoto już w 2013 roku, ponieważ wygrał dwie pierwsze rundy i zajmował pozycję lidera klasyfikacji generalnej, ale poważna w skutkach kontuzja spowodowała, że na półmetku Mistrzostw Europy musiał wycofać się z dalszej rywalizacji. To był dla niego niesamowicie pechowy sezon, ponieważ bardzo dobrze radził sobie także w cyklu Grand Prix, więc automatycznie stracił również szansę na walkę o tytuł Mistrza Świata.

W kolejnych sezonach Rosjanin zrezygnował ze startów w światowym czempionacie i postanowił skoncentrować się wyłącznie na Mistrzostwach Europy. Efekt był taki, że już w sezonie 2014 powetował sobie bolesną porażkę sprzed roku i od razu sięgnął po złoty medal. Najwidoczniej to mu nie wystarczyło, ponieważ rok później powtórzył swoje osiągnięcie i został pierwszym w historii zawodnikiem, który zdobył dwa złote medale z rzędu.

Patrząc na jego postawę w europejskim czempionacie, można było wysnuć wniosek, że po prostu pewnym ruchem zgarnął to, co sobie wcześniej założył. Nie trudno sobie wyobrazić jak bardzo tego potrzebował. Jego osiągnięcia miały niebagatelne znaczenie dla sfery mentalnej. Dzięki nim uświadomił sobie, że po ciężkiej kontuzji wciąż może toczyć równorzędną walkę z najlepszymi żużlowcami, a nawet znaleźć się na szczycie.

Trzeciego z rzędu złota i absolutnej dominacji na Starym Kontynencie już jednak nie było, ponieważ w kolejnym sezonie Rosjanin spuścił z tonu, a do głosu doszedł Nicki Pedersen. Prawda jest taka, że Duńczyk naczekał się na tytuł, jak mało kto. We wcześniejszych trzech sezonach zawsze znajdował się w czołowej trójce przed ostatnią rundą Mistrzostw Europy i regularnie sięgał po medale, ale ani razu nie udało mu się stanąć na najwyższym stopniu podium. Jak widać, czasami do… czterech razy sztuka.
W 2016 roku Nicki Pedersen podążał na szczyt zupełnie inną drogą. Tym razem przed ostatnią rundą nie był jednym z faworytów do medalu. Mało tego, musiał walczyć o utrzymanie w cyklu, bo zajmował dopiero dziewiąte miejsce w klasyfikacji generalnej, a do ówczesnego lidera tracił sześć punktów. Nienajlepsze występy w trzech pierwszych turniejach pozwalały sądzić, że w jego jeździe nie nastąpi żaden przełom, ale stało się zupełnie inaczej.

Pedersen wystrzelił z formą podczas finałowej rundy w Rybniku. W całych zawodach stracił zaledwie jeden punkt, co pozwoliło mu odrobić wszystkie straty i sięgnąć po tytuł Mistrza Europy. Tego trofeum brakowało w jego bogatej kolekcji, w której znajdowały się już złote medale Mistrzostw Świata wywalczone indywidualnie i drużynowo. Od tej pory Duńczyk mógł pochwalić się kompletem najcenniejszych żużlowych osiągnięć w rywalizacji międzynarodowej, ale pewnie ani razu nie przeszło mu przez myśl, że jest żużlowcem spełnionym.

W kolejnym sezonie byliśmy świadkami jednej z największych niespodzianek w Mistrzostwach Europy. Po złoto sięgnął Andrzej Lebiediew, którego przed sezonem raczej nikt nie umieściłby w gronie faworytów do medalu. Na pewno nie przekonywały jego statystyki, ponieważ wcześniej zaliczył dwa pełne sezony w cyklu Speedway Euro Championship, ale kończył je na pozycjach dziesiątej i dziewiątej. Przekonaliśmy się jednak, że żużel potrafi być przewrotny.

W polskiej ekstralidze Lebiediew też szczególnie nie brylował, ale w Mistrzostwach Europy nie miał sobie równych. Warto podkreślić, że po mistrzowską koronę sięgnął, pomimo tego, że nie wygrał żadnej z czterech finałowych rund. Przez cały sezon nie schodził jednak z podium, ponieważ trzy razy był drugi, a raz trzeci. Na szczyt zaprowadziła go przede wszystkim niezwykła regularność w zdobywaniu wielu punktów.

O Lebiediewie mówiło się co prawda, że dysponuje sporym potencjałem, ale wcześniej nie potrafił potwierdzić tego na arenie międzynarodowej, chociażby w Mistrzostwach Świata Juniorów, które zakończył bez żadnego medalu na koncie. Okazało się, że powetował to sobie Mistrzostwem Starego Kontynentu, którego nikt mu już przecież nie zabierze. Należy jednak zaznaczyć, że w kolejnym sezonie nie był już w stanie wrócić do formy, która przedtem zaprowadziła go na szczyt.

Przed rokiem mieliśmy natomiast eksplozję formy Leona Madsena. Przed sezonem wydawało się, że głównym kandydatem do złota będzie Jarosław Hampel, który prowadził zresztą na półmetku Mistrzostw Europy, ale później musiał uznać wyższość swojego duńskiego rywala. To właśnie on zaprezentował znacznie wyższą i równiejszą formę, co pozwoliło mu objąć prowadzenie w klasyfikacji generalnej, a następnie sięgnąć po mistrzostwo. Jako ciekawostkę warto dodać, że Madsen wypracował największą przewagę nad drugim zawodnikiem w dotychczasowej historii istnienia cyklu Speedway Euro Championship.
O Madsenie na pewno można powiedzieć, że w końcu przełamał się na arenie międzynarodowej. Już wcześniej startował w Mistrzostwach Europy, ale nie prezentował na tyle wysokiego poziomu, żeby włączyć się w walkę o medale. Jednocześnie w polskiej lidze powoli stawał się jednym z najlepszych zawodników, więc jego występy w zawodach indywidualnych mogły pozostawiać spory niedosyt. Po czasie udało mu się jednak przełożyć formę ligową na rozgrywki międzynarodowe, dzięki czemu dorobił się Mistrzostwa Starego Kontynentu, a teraz walczy o tytuł Mistrza Świata.
Tyle o historii, pora spojrzeć na teraźniejszość. Bez względu na to, co wydarzy się w tym roku podczas finałowej rundy TAURON SEC, która 28 września odbędzie się na Stadionie Śląskim w Chorzowie, znowu zostaniemy świadkami unikalnej historii napisanej przez świeżo koronowanego Mistrza Starego Kontynentu. Na razie na czele klasyfikacji generalnej znajduje się Grigorij Łaguta, ale Rosjanin ma tylko jeden punkt przewagi nad drugim Nickim Pedersenem. Wiadomo już jednak, że Duńczyk nie będzie w stanie zagrozić jego pozycji, ponieważ pod koniec sierpnia nabawił się kontuzji w polskiej lidze i został zmuszony do przedwczesnego zakończenia sezonu.
W walce o Mistrzostwo Europy nie należy jednak przekreślać również kilku innych zawodników, ponieważ trzeci Mikkel Michelsen traci do Łaguty zaledwie cztery punkty, a sklasyfikowani ex aequo na czwartym miejscu Kacper Woryna i Bartosz Smektała tylko pięć. Historia pokazuje, że w europejskim czempionacie nie ma takiego pościgu, który nie mógłby zakończyć się sukcesem.
Każdy z tych zawodników może dostarczyć materiału na świetną opowieść. Na przykład Grigorij Łaguta niedawno wrócił do ścigania po wielomiesięcznym zawieszeniu za wykrycie w jego organizmie niedozwolonej substancji, a mimo tego stoi przed szansą przebicia się na europejski szczyt. Jeżeli zdoła postawić na nim swoją nogę, to będzie mógł powiedzieć, że wrócił do rywalizacji w najlepszym możliwym stylu.

Warto wspomnieć, że Rosjanin był już Mistrzem Europy, ale w 2011 roku, kiedy obowiązywała jeszcze stara formuła, a zawody rozgrywano w znacznie bardziej kadłubowej obsadzie. Teraz złoty medal z pewnością smakowałoby mu zdecydowanie lepiej. Łaguta dobitnie pokazuje jak bardzo myliły się wszystkie osoby, które przypuszczały, że przymusowa przerwa w startach może zakończyć jego karierę lub uniemożliwić mu skuteczną rywalizację z pozostałymi żużlowcami, kiedy wróci już na tor.
Obiecująco wyglądała również opcja z Nickim Pedersenem na najwyższym stopniu podium, dlatego można żałować, że kontuzja odebrała mu szansę przebicia się na szczyt. Wystarczy wspomnieć, że przed rokiem Duńczyk wypadł z cyklu Grand Prix i można było zastanawiać się czy jeszcze będzie w stanie zdziałać coś na arenie międzynarodowej i walczyć o najwyższe laury. W tegorocznych Mistrzostwach Europy rozwiał wszelkie wątpliwości i potwierdził, że nadal jest głodny sukcesu. Biorąc pod uwagę jego poważne problemy zdrowotne z ostatnich tygodni i miesięcy, na pewno zasługuje na uznanie.

Nawet jeżeli jakimś cudem Łaguta nie sięgnie w Chorzowie po złoto, to na horyzoncie czają się przecież tacy zawodnicy jak Mikkel Michelsen, Kacper Woryna, czy Bartosz Smektała, czyli młode pokolenie głodnych sukcesu i ambitnych żużlowców, którzy stawiają pierwsze kroki na żużlowych salonach i cały czas myślą o stopniowym rozwoju. Poważny sukces w europejskim czempionacie na pewno stanowiłby dla nich potężny krok naprzód i źródło motywacji przy okazji kolejnych występów.

Jak na dłoni widać zatem, że możliwych scenariuszy jest całkiem sporo, a może przy okazji zawodów zrodzą się kolejne? Na przykład niespodziewany szczytowy atak obecnego Mistrza Europy Leona Madsena, który z powodu kontuzji nie wystartował w trzeciej rundzie w Vojens i narobił sobie strat punktowych w klasyfikacji generalnej. Nie takie rzeczy działy się w Mistrzostwach Europy, dlatego przed zawodami nie wolno lekceważyć żadnej opcji. W Chorzowie na pewno będzie się działo i to należy uznać za najlepszą zapowiedź tegorocznego finału TAURON SEC.

Powrót
OneSport FIM Europe
Eurosport
WP Sportowefakty.pl Tygodnik Zuzlowy
Tauron Lotos eWinner Lotto Poczta Polska Ministerstwo Sportu i Turystyki Niepodlegla Stadion Śląski Tygodnik Żużlowy Dziennik Zachodni Auto Rental Marma Valtra Ślaśkie Śląski Biznes Sportowe Fakty WP RMF Maxxx Radio Em Legendia Peri Legendia Głos Zabrza Emtor Nowiny Gliwickie Koleje Śląskie Info Katowice Muzeum Chorzów Gazeta Czestochowska Dzisiaj Gliwice 7 Dni