Do finału Indywidualnych Mistrzostw Europy 2018 zostało:


SEC
13.07.2018, 14:54

PIOTR PAWLICKI: PO DOBRYCH TURNIEJACH WZRASTA PEWNOŚĆ SIEBIE


Piotr Pawlicki debiutuje jako stały uczestnik TAURON Speedway Euro Championship. Po wypadnięciu z cyklu Grand Prix, Polak nadal walczy o prestiżowe trofea i nie traci kontaktu z międzynarodową stawką. Młodszy z braci Pawlickich ma prosty przepis na żużlowy sukces: „Najważniejsze to być sobą i robić to, co się kocha z pasją i zaangażowaniem” – mówi.

W TAURON Speedway Euro Championship debiutowałeś w 2015 roku w Ostrowie, ale to były tylko pojedyncze zawody. Teraz zrobiło się poważniej. Jak się czujesz jako stały uczestnik zmagań o tytuł Indywidualnego Mistrza Europy?

Dobrze się czuję, a jak mam się czuć? Cieszę się, że zostałem zauważony i dostałem dziką kartę. TAURON Speedway Euro Championship to naprawdę fajny turniej. Poza tym podoba mi się układ tego cyklu.

Istnieją jakieś logiczne przesłanki pozwalające porównywać Indywidualne Mistrzostwa Europy z Indywidualnymi Mistrzostwami Świata?

Ja tego nie porównuję. Sama nazwa mówi, że to dwa zupełnie inne światy. Mistrzostwa Świata można postrzegać jako nieco trudniejsze zawody, ponieważ jeżdżą w nich zawodnicy z całego globu, na czele z Australijczykami czy najlepszym na ten moment Amerykaninem, Gregiem Hancockiem. Oczywiście to nie znaczy, że biegi są mocniejsze niż w Mistrzostwach Europy. Nie można umniejszać rangi TAURON Speedway Euro Championship. Dla mnie oba turnieje są trudne. Jeżdżą w nich bardzo dobrzy zawodnicy i nie ma słabych biegów. Zapewniam, że nie jest łatwo.

Zawodnicy chyba jednak lubią skalę tej trudności. Od niektórych wręcz wymaga się obecności w stawce walczącej o prestiżowe tytuły. Gdy tylko wypadłeś z Grand Prix, od razu pojawiły się głosy, że powinieneś startować w TAURON SEC. Podobnie było z Krzysztofem Kasprzakiem. Także dla Jarosława Hampela Mistrzostwa Europy wydają się naturalnym krokiem do odbudowania swojej pozycji. Co takiego daje rywalizacja indywidualna na arenie międzynarodowej?

W takich turniejach jedzie się zupełnie inaczej niż w zawodach drużynowych. Inaczej walczy się na torze. Tutaj masz trzech przeciwników, z którymi musisz się uporać. Nie ma kolegi z drużyny. Gdy jedziesz z nim w parze, zachowujesz się inaczej. Pozwalasz mu się napędzać i starasz się go nie blokować. W turniejach indywidualnych pracujesz tylko na swoje konto. Mistrzostwa Europy na pewno dużo mi dadzą. W tego typu zawodach zyskuje się obycie z międzynarodową stawką. Dla mnie ważne jest, że mogę być w takich turniejach i rywalizować z najlepszymi zawodnikami. To sprawia, że poczucie własnej wartości wzrasta. Po dobrych turniejach wzrasta też pewność siebie. Wydaje mi się, że takie turnieje pomagają zawodnikom w prowadzeniu swojej kariery. Dzięki nim może stać się ona owocna w sukcesy i cały czas iść do przodu.

W Twoim przypadku pójście do przodu oznacza pewnie powrót do Grand Prix. Dzisiaj formą rywalizacji międzynarodowej jest jednak TAURON Speedway Euro Championship. Czy Mistrzostwa Europy można traktować jako krok na drodze po Mistrzostwa Świata?

Nie patrzę na to w taki sposób. Nie traktuję tego jako pomoc w powrocie do Grand Prix. Kocham to, co robię. Uwielbiam jeździć na motocyklu i ścigać się ze swoimi rywalami. To jest moja pasja. Wiadomo, że obycie z najlepszymi zawodnikami nie przeszkadza w powrocie do Grand Prix, ale dzisiaj jeżdżę w TAURON Speedway Euro Championship i w tym cyklu chce walczyć o medal. Na razie skupiam się na tym co jest, a nie na tym, co będzie. Dostałem dziką kartę na Grand Prix Challenge. Zawody w Landshut nie będą łatwą przeprawą, ale jeśli uda mi się awansować do cyklu, to w przyszłym roku chciałbym jeździć i w Mistrzostwach Europy i w Mistrzostwach Świata.

Do Mistrzostw Europy podchodzi się tak samo jak do Mistrzostw Świata?

Mówienie o specyficznym podejściu jest błędnym myśleniem ludzi, którzy nie znają tego sportu od środka i nie siedzą na motocyklach. Niezależnie od tego czy mamy do czynienia z PGE Ekstraligą, ligą szwedzką, czy turniejami indywidualnymi, nie zmienia się podejście. Trzeba sobie z tym radzić. Kiedy za bardzo się spinam na poszczególne turnieje to wynik często nie idzie z tym w parze. Staram się nie narzucać na siebie dodatkowej presji. To w niczym nie pomaga, bardziej szkodzi. Miniony rok w Grand Prix pokazał mi, że zbyt dużo od siebie wymagałem. Każdy rok uczy pokory i podejścia do sportu.

Za Wami I runda TAURON SEC w Gnieźnie. Zająłeś stosunkowo wysokie piąte miejsce, ale pewnie życzyłbyś sobie nieco więcej punktów na koncie, tym bardziej, że do liderującego Jarosława Hampela tracisz już osiem oczek.

W Gnieźnie nie do końca było tak, jak powinno być. W ostatnim biegu zatarł mi się silnik, ale będziemy walczyć do samego końca. Są jeszcze trzy turnieje. Oczywiście, że chciałem zdobyć więcej punktów, więc nie mogę być w pełni zadowolony z tego występu. Miałem problem ze startem, a w Gnieźnie to był kluczowy element. Liczył się start i rozegranie pierwszego łuku. Tor nie pozwalał na zbyt wiele walki na dystansie. Na trasie robiłem co mogłem, ale brakowało prędkości. Trzeba wyciągnąć wnioski i starać się o lepsze wyniki. Jarek Hampel wygrał te zawody, za co należą mu się gratulacje.

Przed Wami Guestrow. Chodzą plotki, że to trudny technicznie tor. Potwierdzasz?

Kilka razy miałem okazję tam startować. Dla mnie ten tor jest bardzo łatwy. To niemal okrągły owal, po którym prawie cały czas jeździ się w kółko.

Jedna z rund odbędzie się w Daugavpils. Pewnie nie zaprzątasz sobie tym głowy, ale kibiców i dziennikarzy rozpala myśl, że wygrałeś tam zeszłoroczne Grand Prix, a na podium stali sami Polacy. Myślisz, że z Jarosławem Hampelem i Krzysztofem Kasprzakiem możecie powtórzyć to w TAURON SEC?

Nie mam pojęcia. Powiem szczerze, że chciałbym od razu uciszyć temat Daugavpils, bo w tej chwili jest on niepotrzebny. Nie ma sensu napinać się z powodu tego, co działo się przed rokiem. To był sezon 2017, a teraz jesteśmy w sezonie 2018. Każdy rok jest inny. Tor też nie zawsze jest taki sam, a nawet jeśli jest, to nie zawsze udaje się dopasować sprzęt. Pod tym względem żużel zawsze jest pewną zagadką.

Zagadką nie jest za to finał TAURON SEC, który po raz pierwszy w historii tego cyklu odbędzie się na sztucznie układanym torze w Chorzowie. Speedway potrzebuje takich aren czy powinien trzymać się naturalnych torów?

To oczywiste, że takie turnieje są potrzebne. Na tego typu obiektach panuje fajna atmosfera. Popieram takie inicjatywy, bo podobają mi się nowoczesne stadiony. To forma promocji żużla, a przecież minęło już sporo czasu od kiedy żużel po raz ostatni gościł w Chorzowie. Ludzie, którzy kiedyś chodzili tam na speedway, na pewno dobrze pamiętają te czasy. Wydaje mi się, że wielu z nich będzie chciało znowu pójść na stadion i zobaczyć jak ścigają się zawodnicy i jak wygląda żużel w Indywidualnych Mistrzostwach Europy. To naprawdę ciekawe zawody, więc mam nadzieję, że stadion będzie zapełniony.

Z tym zapełnieniem niestety bywają problemy, a trybuny coraz częściej świecą pustkami. Często podkreślacie, że nie do końca lubicie ścigać się w takich okolicznościach. Co takiego dają Wam kibice?

Szkoda, że na tak ważne turnieje czasami przychodzi znacznie mniej kibiców niż można by się spodziewać. O wiele przyjemniej ściga się nam, gdy widzimy, że mamy dla kogo, bo kibice przychodzą na stadion i nas dopingują. Wiadomo, że im większy stadion, tym więcej ludzi potrzeba do jego zapełnienia. Na takich obiektach wyraźnie widać ile miejsc pozostało pustych. Warto zaznaczyć, że my uprawiamy ten sport między innymi dla kibiców. Oni napędzają go razem z nami. Chciałbym żebyśmy napędzali go jeszcze bardziej. Dlatego zapraszam wszystkich na stadiony. Dopingujcie nas, bo to są naprawdę świetne zawody.

Powrót
OneSport FIM Europe
Eurosport
WP Sportowefakty.pl Tygodnik Zuzlowy Dziennik Zachodni Przegląd Sportowy RMF Maxxx
TAURON GLS ForBet Ngine GTV Hoegert Trans MF Tyskie MSiT
Auto Frelik Gloss Manta Marma Toyota Mikolajczak Atlantic Extreme Hobby Niepodlegla Hotel Diament Peri Valtra Cat Stadion Śląski Śląskie Śląskie Lotto